Z pół roku temu powiedziałam, że padłabym ze szczęścia, gdyby ktoś wypuścił stemple z Arinkami. I padłam. Arin i Żabcia już o tym wiedzą :) Jadąc na wakacje zabrałam ze sobą Arinki, papier i farby aby umilały mi czas jeśli zawiedzie pogoda bądź będę zmęczona słońcem. Oto mała próbka efektów :)
Po powrocie do domu czekała Mnie kolejna niespodzianka związana z dziewczynami. Candy na blogu ich sklepiku. Zajrzyjcie po szczegóły na bloga a do sklepiku nacieszyć oczy i odchudzić portfele ;)
A do domu wróciłam już na dobre, wypoczęta, zwarta i gotowa do pracy :)
Wyczekana i wymarzona dziewczynka zaraz po przyjeździe do mnie nie mogła opędzić się od mojego zainteresowania. Nie mogłam w związku z tym nie uczynić jej główną bohaterką kartki, którą robiłam na zlotowy konkurs karteczkowy.
Ubrałam ją w sukienkę w grochy 3d. Ją samą, też zrobiłam 3d. A co!!
...zrobiłam scrapa 30x30. Co niektóry oniemieli. Sądzili, że nigdy nie podejmę się tego. A tu taka niespodzianka. Tylko, że to trochę takie oszukane 30x30. Kompozycja mocno spłynęła w róg. Mały scrap na dużym kartonie ;)
W całym młynku, który ostatnio o mnie jest potrzebna jest czasem chwila wytchnienia. Szczególnie, jeśli do domu zawitały cudowne, wyczekane od dawna przydasie. Wygrzebałam trochę czasu w ciągu parę dni, posklejałam go i tak oto powstała ta karteczka.
Przyznam się, że nie wiem czy malowanie obrazków jest tym, co mnie rajcuje jakoś szczególnie. Na pewno, nie jest tym co kocham w scrapach najbardziej. Ale takim pięknym stempelkom nie umiem się oprzeć. Pewnie nie będzie to jedyny stempelek z tej serii w mojej kolekcji.
Szkoda jeszcze, że światło dzisiaj jest paskudne jeśli chodzi o robienie fotek :(
Właśnie one mi ostatnio zostały na dłubanie. Cierpię od jakiegoś czasu na całkowity brak czasu :(
Ale jak to mówią, w życiu ważne są tylko chwile. Kasia "KiTiW" nadała to motto swojemu wędrownemu. Zbierałam się do niego od dłuższego już czasu. Ostatnio posklejałam parę pojedynczych chwil i zamieściłam w nim wpis.
Prawie płakałam tnąc ten papier. Mimo ponad roku bawienia się papierem, wciąż mam opory przed cięciem co niektórych. Chciałby człowiek mieć go cały czas a jednocześnie coś z niego zrobić.Mieć ciasteczko czy zjeść ciasteczko?
Tyle ich zapadło Mi w pamięć, że trudno było wybrać tylko te jedne, jedyne. Po wielu godzinach myślenia wybrałam w końcu te, które znajdą się w Wędrowniku K-mai z edycji Noworocznej. Początkowo wpis planowałam w ciepłych brązach. Uświadomiłam sobie jednak, że Kasia ma już ode mnie jeden wpis w tym klimacie. Zdecydowałam się w takiej sytuacji na chłodne biele, szarość i błękit. Moje drogie Uroczyskowe koleżanki po cichu podśmiewały się w związku z tym, że chyba nie trudno zgadnąć kto zrobił ten wpis.
W fotografowaniu prac najbardziej nie lubię, kiedy światło jest nie takie i fotki nie wychodzą. A Ja też nie mam czasu na cudowanie przy nich. Tak było teraz troszkę. Ale przy poprzednim wędrownym fotki nie udały mi się na maksa. Wyszła jedna, malutka ze szczegółami. Oto ona: